Podróże

Izrael – tanie bilety do drogiego kraju

Izrael to był nasz pierwszy, wspólnie odkryty zakątek świata. Na liście Edzika był już dawno i niejednokrotnie była bliska zakupienia biletu, ale zawsze coś wypadło. Tomek otwarty na podróżnicze podboje nie miał absolutnie nic przeciwko, a myśli o słońcu, hummusie i falafelach opanowały nasze głowy na długo przed wylotem.

Izrael

Dlaczego Izrael? Czy na prawdę jest taki straszny, niebezpieczny i drogi jak go malują? Chętnie podzielimy się z wami relacją z naszej podróży, przekażemy kilka ciekawostek i wskazówek 🙂

Planowanie

W związku ze zbliżającymi się urodzinami Tomka zdecydowaliśmy się na uczczenie ich w jakimś ciekawym miejscu. Podczas gdy Tomek przeglądał ofertę tanich linii lotniczych, Edzia już zdążyła w tajemnicy przeklikać i zarezerwować przeloty Warszawa – Tel Awiw. W związku z tym klamka zapadła. Lecimy do Izraela!

No dobra, nie cieszmy się za szybko. Po drodze odbywała się jeszcze akcja odzyskania paszportów. Przez nasze totalne zakręcenie prawie byśmy nigdzie nie polecieli, ale po kolei.

Jeszcze w październiku, kiedy odbywały się spore obniżki cenowe na loty postanowiliśmy zarezerwować sobie loty do Moskwy na Sylwestra. Jak powszechnie wiadomo, aby dostać się do Rosji potrzebna jest wiza. Więc zgodnie z wymaganiami, 31 dnia października postanowiliśmy wysłać nasze paszporty do firmy pośredniczącej w załatwianiu wszelakich formalności związanych z podróżą do Rosji. Godny uwagi jest fakt, że było to niespełna 4 dni przed planowanym lotem do Izraela, ale kto wtedy o tym myślał…

Izrael - uliczka

Ze względu na nieogarnięcie związane z pakowaniem i całym tym wyjazdowym przedsięwzięciem zawsze przygotowujemy listę. W związku z tym sobota (2 listopada), godzina 20:00, siedzimy sobie po kolacji, wyciągamy kartkę i notujemy. Podczas gdy Edzia z pełną koncentracją zapełnia kolejne linijki, Tomek zrywa się jakby zobaczył ducha – “PASZPORTY!”

Poczta Polska Posnania – gdyby Wam się to kiedyś przydało to wiedzcie, że jest czynna do 22:00! To właśnie tam zostawiliśmy w czwartkowy wieczór nasze paszporty. Podczas gdy Tomek próbuje się dodzwonić, Edzia przekopuje pół internetu, by dowiedzieć się jaką drogę pokonują listy polecone zanim dotrą do adresata i jaka jest szansa, że pakunek przejmiemy w poniedziałek w Warszawie. Nikt nie odbiera, w internecie żadnych szczegółów, dobra – jedziemy!

Izrael - noc

Wiecie co? Prawdopodobnie gdyby nie to, że pierwszego listopada mieliśmy święto i nic w tym dniu nie działało, do Izraela polecielibyśmy palcem po mapie. Przemiła Pani w okienku przekopała dla nas worki z przesyłkami i zwróciła nam tak cenną wtedy kopertę!

Reasumując, lista sporządzona, informacje zebrane, mapa atrakcji przygotowana, przejazdy i noclegi zarezerwowane, jesteśmy gotowi. W internecie informacji jest wiele, wiele jest też na wyrost, ale o tym później 🙂

Paszporty spakowane? Izrael wzywa!

Czwartego listopada punktualnie o 15:45 mieliśmy wyruszyć z lotniska Warszawa Modlin, ale tak się nie stało. Ewakuacja lotniska, policja, saperzy i na całe szczęście w nieszczęściu tylko godzina opóźnienia przez pozostawioną na ławeczce torebkę. Kto oglądał nasze stories pamięta, że ratowały nas wtedy marchewki z hummusem zabrane na przekąskę 😀

Izrael - lotnisko

Niecałe 4 godzinki lotu nie najwygodniejszą linią lotniczą i jesteśmy na Lotnisku Tel Awiw Ben Guriona.
Naczytaliśmy się o wielu obostrzeniach i kontrolach po przylocie do Izraela, jednak na miejscu okazało się, że po krótkim wywiadzie z celnikiem i wbiciu pieczątki do paszportu zostaliśmy wpuszczeni na teren kraju, bez żadnych komplikacji. Niewątpliwie opisane na wielu blogach sytuacje były jednorazowe lub nieco podkoloryzowane 🙂

Na lotnisku w Izraelu jest specjalna kolejka po taxi, gdzie z góry zostajecie poinformowani jaka jest cena za Wasz przejazd. Ze względu na liczne oszustwa stworzyli taki właśnie system. Niestety, my wcześniej nigdzie nie natrafiliśmy na tą informacje, więc złapaliśmy pierwszą lepszą taxi i zapłaciliśmy dwa razy tyle…

Izrael - noc

Po około 30 minutowej przeprawie dotarliśmy do naszego apartamentu. Nocowaliśmy w Dream Beach LTV. Nasz apartament znajdował się niespełna 200 metrów od plaży dlatego mimo późnej pory pozostawiliśmy bagaże i ruszyliśmy zapoznać się z okolicą i przywitać z Morzem Śródziemnym. W drodze powrotnej zaopatrzyliśmy się w masę przysmaków kuchni Izraela w markecie niedaleko apartamentu.

Tel Awiw czyli pierwsze zetknięcie z Izraelem

Wtorek rozpoczęliśmy bardzo wcześnie. Edzia zaczęła od porannego biegania, Tomek od street workout’u. Pełne słońce i ponad 20 stopni motywowało jak nigdy. Nie oszukujmy się, bliskość morza czy oceanu zawsze pozytywnie wpływa na nastrój i dodaje energii. Po treningach szybkie ogarnięcie i ruszamy w miasto!

Tel Awiw był dokładnie taki jak go sobie wyobrażaliśmy. Mieszanka wielu stylów architektonicznych, wiele budynków i dzielnic powstałych na styku kultur potrafi zrobić wrażenie. Pierwszą połowę dnia spędziliśmy na krążeniu w okolicy białego miasta i podziwianiu okolicy. Naszą ulubioną formą zwiedzania jest zapuszczanie się w nieznane uliczki i odkrywania ciekawych miejsc. W końcu trafiliśmy na najpopularniejsze targowisko w mieście – Camel Market. Z pewnością spędzilibyśmy tam więcej czasu gdyby nie ogromna liczba osób, która uniemożliwiała poruszanie się. Tak czy siak, udało nam się przebrnąć przez większą część i zapoznać się z tradycyjnymi przysmakami, przyprawami czy lokalnym rękodziełem. Warto! 🙂

Ze względu na ogromną ilość cudownych zapachów unoszących się w powietrzu, zaczęło nam burczeć w brzuchach. Wiedzieliśmy, że koniecznie musimy spróbować lokalnego falafela i hummusu. Trip Advisor okazał się średnio pomocny, więc zdecydowaliśmy, że poszukamy na starym mieście – dzielnica Jaffa. Na wstępie przywitała nas wieża zegarowa czyli serce miasta. Dzielnica ta ma bardzo odmienny, orientalny styl, wszystkie budynki są bardzo charakterystyczne. Krążąc wąskimi uliczkami Tomek wypatrzył małą niczym nie wyróżniającą się knajpkę pełną raczej lokalsów niż turystów. Aha! Dobry znak, wchodzimy.
Zjedliśmy tam NAJLEPSZY hummus jaki kiedykolwiek próbowaliśmy. Nigdzie w Izraelu nie zjedliśmy lepiej, dlatego ostatniego dnia wróciliśmy, jeszcze raz 😀

Całe popołudnie poświęciliśmy na zwiedzanie Jaffy i Starego Portu. To naprawdę przepiękne miejsce! Kiedy słońce zaczęło zbliżać się do tafli morza zaczęliśmy kierować się w stronę naszego hotelu. Czterokilometrowy odcinek pokonaliśmy idąc plażą i ciesząc się z pięknego zachodu słońca, ponieważ temperatura nadal sięgała 28 stopni przyjemnie było się trochę zamoczyć 🙂

Do hotelu wróciliśmy na szybki prysznic i zabrać kupione wcześniej wino. Postanowiliśmy, że noc spędzimy przy blasku księżyca tylko we dwoje na plaży, wpadło na to też sporo innych par, ale czy to ważne ? 😀 Noc nie była długa, bo na 2:00 mieliśmy zamówiony transport na dalsze zwiedzanie.

Park Masada, En Gedi i Morze Martwe – Izrael ciąg dalszy.

Busik pojawił się punktualnie, ruszaliśmy z Tel Awiw’u prosto w kierunku wschodniego krańca państwa. Po niecałych 3 godzinach stanęliśmy w kolejce do wejścia na teren Parku Masada położonego na wschodnim krańcu pustyni Judejskiej. Nazwa parku wzięła się od starożytnej twierdzy położonej ponad 410 metrów nad poziomem Morza Martwego. Oczywiście na szczyt musieliśmy się wdrapać, przemierzając strome zbocza płaskowyżu Masady. W sumie 350 metrów przewyższeń, ponad 700 schodków i po 40 minutach byliśmy na miejscu. Znaleźliśmy wygodny kamień i oczekiwaliśmy na wschód słońca.

Niewątpliwie widoki i klimat był wart wysiłku, to był jeden z najpiękniejszych wschodów słońca jaki widzieliśmy. Po wykonaniu setek zdjęć z różnych miejsc i perspektyw ruszyliśmy w drogę powrotną, w końcu ten dzień dopiero się zaczął 🙂

Drugim przystankiem tego dnia był Park Narodowy En Gedi. Park ten nazywany jest oazą na co z pewnością zasługuje. Park wyróżnia się na tle jednolitej pustyni. Panujący tam mikroklimat sprzyja rozwojowi roślinności. Już po kilku metrach od wejścia byliśmy zaskoczeni ilością napotkanych stworzonek. Mnóstwo palm, wodospady i kaniony robiły na nas duże wrażenie. Na zwiedzanie parku mieliśmy niespełna 2 godziny co w rezultacie nie było wystarczające. My z naszą niepohamowaną ciekawością wszystkiego wokoło nie zdążyliśmy się dostatecznie nacieszyć okolicą. Next time! 🙂

Izrael - zwierzak

Na zakończenie udaliśmy się zaznać leczniczych kąpieli w Morzu Martwym. Zgodnie stwierdziliśmy, że nie koniecznie odpowiadały nam warunki i wszechobecne błoto na plaży, ale przymknęliśmy oko i wskoczyliśmy do wody. Przyjemnie było się zrelaksować po wielogodzinnym zwiedzaniu. Siedzenia w busie nigdy nie były tak wygodne, spaliśmy jak dzieci.

Jerozolima – stolica, ale jednak nie

Do Jerozolimy wybraliśmy się bardzo spontanicznie. Po intensywnym dniu nad Morzem Martwym nie zdążyliśmy za długo poodpoczywać. Z samego rana ruszyliśmy na przystanek autobusowy w kierunku Jerozolimy – największego miasta Izraela. Większość Państw nie uznaje jej jako stolicy, ale znajduje się tam oficjalna siedziba prezydenta i większość urzędów państwowych. Podróż zajęła nam około półtorej godziny.

Jesteśmy w miejscu świętym dla chrześcijaństwa, dla islamu, dla judaizmu, baizmu i wielu wielu innych religii… Jesteśmy w miejscu gdzie został pochowany Jezus, całkiem blisko miejsca gdzie się narodził, a kilka wieków później do nieba poszedł Mahomet.

Od razu ruszamy w kierunku starego miasta podzielonego na cztery dzielnice: chrześcijańską, muzułmańską, żydowską oraz ormiańską. Czytaliśmy, że w mieście najlepiej się zgubić, więc tak też zrobiliśmy. Powłóczyliśmy się wąskimi uliczkami, często mocno zatłoczonymi. Starymi, kamiennymi chodnikami przechadzają się tu księża, ortodoksyjni Żydzi, mułłowie, rabini, arabskie kobiety i masa turystów. Po ponad godzinie krążenia po Starym Mieście Edzię zaczęły męczyć tłumy i wszechobecny gwar, więc zaczęliśmy się powoli ewakuować.

Poszliśmy jeszcze zobaczyć ścianę płaczu oraz Bazylikę Grobu Pańskiego. Postanowiliśmy się jeszcze chwilę pospacerować w okolicy, ale już poza bramami Starego Miasta. Spotkaliśmy kilka polskich wycieczek i usłyszeliśmy kilka smaczków. Udało nam się nawet zobaczyć miejsce domniemanego zmartwychwstania Jezusa, ba! Nie jedno. Podczas naszego kilkugodzinnego pobytu w tym mieście widzieliśmy trzy, a znaki prowadziły do kolejnych dwóch. Hmmm…

Pierwsza wspólna podróż odbyta

Pozostały jeszcze dwa dnia na spokojne zwiedzanie Tel Awiwu i chłonięcie klimatu. Spróbowaliśmy między innymi podobno najlepszego falafela w tym mieście. Godny uwagi jest fakt, że w kolejce czekaliśmy 40 minut, ale BYŁO WARTO!

Izrael - razem

Kiedy nadszedł moment wylotu do Polski, ponownie czekały nas przygody. Wszystko przez nasze pieczątki w paszportach: Tomek miał dwa razy Maroko (tylko dziwne spojrzenia celnika), a Edzia – Zjednoczone Emiraty Arabskie. W tym momencie zaczęło się przesłuchanie level CIA. Po co Pani tam była? Z kim? Na jak długo? U kogo? Dodatkowo wjechało pytanie – co Państwo robili w Jerozolimie? I tutaj mały protip – odpowiadajcie, że byliście tylko turystycznie, NIKOGO TAM NIE ZNACIE, NIC STAMTĄD NIE PRZEWOZICIE. Inne odpowiedzi skierują Was tylko na baaaaaardzo szczegółową kontrolę bagażu. My taką mieliśmy przez pieczątki 🙂

Czy Izrael jest drogi? Nie wiemy jak jest z całym państwem. Na pewno Tel Awiw do najtańszych nie należy. Ceny w marketach są dużo wyższe, ceny noclegów to trochę kosmos. Restauracje również potrafią odstraszyć, chociaż można też znaleźć lokalne (PRZEPYSZNE!) knajpki z przystępnymi cenami – my właśnie w takich gustowaliśmy 🙂

Izrael - zachód

Cudowna pogoda, uśmiechnięci, życzliwi ludzie, przepiękne widoki – tak zapamiętamy Izrael. Jest to prawdopodobnie jedno z tych nielicznych miejsc na mapie, do których kiedyś wrócimy. W końcu to była nasza pierwsza WSPÓLNA podróż! <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *