Sport

Armagedon Active – mały bieg, wielkie ambicje

Wielu rzeczy nam brakuje podczas światowej pandemii – od podróży, romantycznych kolacji w restauracjach, wizyty u fryzjera, po emocje związane ze startami w biegach. W tym roku, zanim świat oszalał, udało nam się wziąć udział w dwóch zawodach – i w obu od razu się zakochaliśmy! Pierwsze to Zimowy Ultra Janosik, a drugie – przeszkodowy Armagedon Active.

Wyścigi zakochanych

Kiedy w styczniu układaliśmy kalendarz biegowy, naszą uwagę przyciągnęły walentynkowe zawody – Hardcorowe Pary by Armagedon Active. Słyszeliśmy o nich wiele dobrego, ale nigdy nie było okazji w nich wystartować. Nadszedł najwyższy czas by to zmienić! Zaprosił nas na nie organizator, szef Rajsport Active – Michał Piotrowicz oraz wójt gminy Ceków (tam odbywały się zawody) – Mariusz Chojnacki. Co ciekawe, Tomek poznał Mariusza już w 2017 roku, gdzie spotkali się na specjalnej edycji Runmageddonu dla samorządowców.

Armagedon Active - start

Przeszkodowe walentynki

Słowo się rzekło, więc 15 lutego, po piątkowym, walentynkom obżarstwie (jeśli będziecie kiedyś w Poznaniu i lubicie wegeburegry, musicie odwiedzić United Tastes of America!) ruszyliśmy do miejscowości Kamień. Oczywiście Tomek źle sprawdził godziny startu i na miejscu byliśmy dużo za wcześnie. Mogliśmy zatem bez kolejek odebrać pakiet startowy (w nim szamka od sponsorów i super czapa z logo biegu), zwiedzić sześciokilometrową trasę i pozbijać piątki z mnóstwem znajomych, którzy w takim sam sposób chcieli spędzić sobotnie przedpołudnie.

Armagedon Active

Najpierw ruszyli uczestnicy biegu solo, który w brawurowym stylu wygrał Wojtek Sobierajski – większość trasy pokonał bez buta! Później przyszedł czas na pary! Pierwsza trudność pojawiła się na samym początku. Start, kiedy Wasze nogi są złączone fitness gumą nie należy od najłatwiejszych! Zakładaliśmy, że ten start potraktujemy w formie totalnego funu, ale kiedy wysunęliśmy się na prowadzenie w naszej fali mentalność i ambicje sportowców szybko wzięły górę. Podkręciliśmy zatem tempo!

Walka o miejsce

Oprócz ciekawej, zróżnicowanej trasy przed nami było wiele ciekawych przeszkód – tradycyjne opony, spacer z pieskiem, czyli trylinką, równoważnie, czy wilcze doły. Najwięcej frajdy sprawiały oczywiście te bardziej skomplikowane przeszkadzajki – multirigi, chomik, wariat, ta jedyna, czy dla nas nadal arcytrudne gibony. Co ciekawe – pary, które chciały ominąć przeszkodę nie musiały robić burpees, a… przysiady trzymając się za ręce! To pozwoliło zaoszczędzić wiele cennych sił.

Na samym końcu, po przeskoczeniu ogniska czekał olbrzymi, dwunastometrowy multirig – jeden z trudniejszych w naszej przeszkodowej karierze, ale i jemu daliśmy radę! Po przekroczeniu mety czekał na nas piękny, pomarańczowy (bo to flagowy kolor tych zawodów) medal w kształcie serca – jeden z fajniejszych, jakie kiedykolwiek otrzymaliśmy! Ostatecznie zakończyliśmy zawody na dziewiątym miejscu wśród wszystkich par – pozostał pewnie niedosyt, bo spokojnie mogliśmy być jeszcze wyżej w klasyfikacji. Jednak w naszej fali byliśmy pierwsi i nie było kogo gonić! 🙂

Armagedon Active - medal

Armagedon Active – pomarańczowa rewolucja

Armagedon Active to nadal bieg mały i lokalny, ale całkowicie skradł nasze serce! Dlaczego? Przede wszystkim wspaniały klimat! Tutaj widać i czuć, że organizatorzy są dla zawodników, a nie odwrotnie – na próżno szukać tu wielkich prezesów i szefów – jest lider doskonale czujący o co chodzi w tym sporcie. Wolontariusze, sędziowie i pracownicy są przemili i wyrozumiali. Organizacja też była na najwyższym poziomie, od biura zawodów, przez depozyt, po wydawanie jedzenia. To też na wielki plus, bo posiłek był w cenie pakietu! Mamy doskonały przykład, gdzie lokalny bieg nie musi mieć żadnych kompleksów, bo śmiało może konkurować (ba! wygrywać nawet) z rynkowymi molochami.

Armagedon Active

Tak jak Armagedon Active skradł nasze serca, tak my musieliśmy skraść serca organizatorów, bo Tomkowi zaproponowano bycie ambasadorem biegu. Tomek przystał na to z ochotą – brak tu bowiem korporacyjnej nowomowy, wyzysku pracowników i wolontariuszy, czy zwykłych skoków na kasę. Jest za to chęć tworzenia wydarzenia, które na długo ma pozostać w pamięci uczestników. Czytając recenzje w branżowych portalach – wszystko wskazuje, że tak będzie! Armagedon Active ma szansę zostać Dawidem na rynku, gdzie większość ma się za Goliata. Cóż, wszyscy wiemy, jak on skończył.

Nie wiadomo kiedy będziemy mogli wystartować w prawdziwych zawodach, ale od dzisiaj możecie uczestniczyć w Wirtualnym Armagedon Active na dystansie sześciu lub dwunastu kilometrów. Po drodze zamiast przeszkód – ćwiczenia do wykonania! Zachęcamy do startu – czekają na Was piękne medale!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *