Przedszkolaki

W mgnieniu oka minęły nam dwa tygodnie przedszkola. Dwa tygodnie w których to mama miała wolne od dzieci, a dzieci od mamy 😉

Jest to rok przełomowy dla łobuziaków. Misiek bowiem został przeniesiony do oddziału przedszkolnego w szkole podstawowej do grupy 5-latków, Niunia natomiast zaczęła przygodę w 3 latkach. Początkowo chcieliśmy ich zostawić w jednym przedszkolu razem, niestety jest to przedszkole tylko w teorii dla 3-5 latków. W praktyce są dwie grupy 3 i 4 -latków, więc Misiek musiałby powtarzać rok. Nie był to dla mnie problem a wręcz byłoby mi na rękę odbierać dzieci z jednego miejsca. Wraz ze zmianą w reformie gimnazjum znajdujące się nieopodal zostało przekształcone w szkołę podstawową z oddziałem przedszkolnym. Pani dyrektor zachwalała co oczywiste, że zadbają o dzieci, że będzie im dobrze. W efekcie zamiast 2 grup została tam utworzona jedna z 5 i 6 latków. Dla mnie oddział przedszkolny okazał się wielkim rozczarowaniem. Zajęcia miały wyglądać jak w przedszkolu tymczasem schemat przypomina bardziej szkołę, zajęcia są od 8 do 13 a później maluch spędza czas na świetlicy, jeden dziennie ciepły posiłek zapewniony przez catering a nie przedszkolną kuchnię, już nie wspomnę o wyprawce jaką musieliśmy zapewnić dziecku do szkoły + zakup podręczników. Jedyna rzecz na plus to, że szkoła przygotowała się na przyjęcie dzieci, zrobiła remont sali, łącznie z wymianą okien, zakupiła mebelki i zabawki, choć swoją drogą jeszcze nie wszystkie mebelki dojechały, a szatnia nadal nie gotowa 😉 Ale zadowolenie mamy to jedno a zadowolenie dziecka to drugie.

Misiek, dziecko bardzo wstydliwe 😉 Bardzo chętnie jeździ do „szkoły”, z chęcią opowiada co robił, zachwycony jest jedzeniem ze śniadaniówki – zjada wszystko co dostaje, a dostaje dosyć dużo 🙂

A Niunia – patrząc wstecz jak Misiek szedł do przedszkola poradziła sobie dosyć dobrze. Pierwszy dzień poleciała zachwycona nawet się nie obejrzała za siebie 😉 Na szczęście był to piątek więc przedsmak przedszkola był dosyć krótki i zaraz wynagrodził jej to weekend. W poniedziałek drugiego dnia poleciała znowu bardzo chętnie – tak chętnie że ominęła w przejściu Panią która próbowała zachęcić do wejścia inne dziecko. Niestety trzeciego dnia nastąpił mały kryzy gdyż Niunia najzwyczajniej w świecie stwierdziła, że ona się już nabawiła z tymi dziećmi i już nie chce chodzić 😉 Po namowach poszła nie zadowolona.. i niestety usnęła na leżakowaniu… a dodać muszę że łobuziaki były bezlitosne dla matki i przestały spać dzień jak skończyły 1,5 roku 😉 Więc taki sen dla Niuni był zaskoczeniem, wstała z płaczem i nie chciała już chodzić do przedszkola. Na szczęście czas leczy rany i w drugim tygodniu z pomocą przytulanki zapomniała o problemach i w zasadzie bez problemu maszerowała do przedszkola.

Muszę przyznać, że jest to dosyć dziwny czas – zostałam sama w domu 😉 choć nie powiem obawy były nie małe to wszyscy przetrwaliśmy. Teraz już chyba z górki. I ja bez stresu mogę wracać do swoich obowiązków 😉

 

Pozdrawiamy

Łobuziaki – przedszkolaki z mamą 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *